Archiwa autora: Jakub Parzych

Co wiemy na temat powikłań po Covid-19?

Bez wątpienia przyszło nam żyć w czasach wyjątkowych. Rok 2020 zmusił nas do mierzenia się z wieloma różnymi przeciwnościami, w tym oczywiście z pandemią wirusa SARS-CoV-2. Nic jednak nie wskazuje na to, że wraz z rokiem 2020 minął problem Covid-19. Niestety, objawy po przebyciu tej prawdopodobnie najgłośniejszej choroby XXI wieku, również w wielu przypadkach nie mijają tak naturalnie jak stary rok. I właśnie o tym będzie dzisiejszy wpis.

Zespół „Post -COVID” jest stanem długo utrzymujących się, charakterystycznych objawów, mimo negatywnego wyniku na obecność wirusa i pozornego wyzdrowienia. Z danych, których ilość rośnie wraz z ilością ozdrowieńców wiemy, że nawet łagodny przebieg COVID-19 może wiązać się z powikłaniami, w tym uporczywymi bólami głowy, skrajnym zmęczeniem, bólem mięśni i stawów. Chociaż najbardziej narażone na długo trwające objawy są osoby starsze, które ciężko przeszły chorobę, to nierzadkie bywają przypadki, w którym mierzyć się z nimi muszą również młodzi ludzie.

Do najczęstszych objawów należą:

  • zmęczenie,
  • duszność,
  • kaszel,
  • bóle stawów i mięśni,
  • ból w klatce piersiowej,
  • depresja,
  • szybka męczliwość,
  • bóle głowy,
  • kołatanie serca,
  • “mgła mózgowa” – problemy z koncentracją, 
  • zaburzenia smaku i węchu.

Jak dotąd przyczyny przewlekłego występowania tych objawów mimo wyzdrowienia nie jest poznane. Wiemy natomiast, że mają one związek z wiekiem, BMI i płcią żeńską. Zebranie dokładnych statystyk związanych z występowaniem zespołu pocovidowego jest problematyczne, ponieważ większość badań skupia się na pacjentach, którzy wymagali leczenia szpitalnego. Z pewnością potrzebne jest ujęcie miliona ludzi, którzy przeszli zakażenie SARS-CoV-2 skąpo- lub bezobjawowo. 

Badania przeprowadzone na 143 pacjentach, którzy leczenie byli w Szpitalu Uniwersyteckim Agostino Gemelli w Rzymie dostarczyły nam danych, z których wynika, że 87% ozdrowieńców po dwóch miesiącach po infekcji wciąż miało co najmniej jeden utrzymujący się objaw.

Zdaniem ekspertów, pomimo tego, że nie wiemy jeszcze jak długo objawy te mogą trwać, to pacjenci mogą odnieść duże korzyści ze spersonalizowanego procesu rehabilitacyjnego. 

Fizjoterapia w zespole post-COVID oparta jest o potrzeby pacjenta. Aby umożliwić powrót do dawnej sprawności, niezależnie od tego, czy zależy nam na poprawie komfortu związanego z wykonywaniem pracy zawodowej, czynności dnia codziennego czy pasji i aktywności sportowej niezbędna jest praca nad poprawą takich parametrów jak wydolność tlenowa i beztlenowa, siła, wytrzymałość siłowa czy moc. Proces ten uzupełniony jest o ćwiczenia oddechowe i pracę na tkankach z użyciem terapii manualnej, która ma na celu poprawę elastyczności, zakresu ruchu i zmniejszenie dolegliwości bólowych. 

Cały proces monitorowany jest z użyciem pulsoksymetru i subiektywnego odczucia zmęczenia. Pozwala to na zapewnienie komfortu i bezpieczeństwa podczas wykonywania ćwiczeń, a także wprowadzania odpowiedniego zwiększania ich intensywności, co konieczne jest do zapewnienia optymalnych efektów. 

Wszystko wskazuje na to, że wielu pacjentów, którzy przeszli COVID-19 będzie borykać się z długotrwałymi objawami. Dobra wiadomość jest taka, że systematyczna praca jest skutecznym rozwiązaniem w przypadku wielu z nich. Jeżeli borykasz się z przykrymi następstwami, zgłoś się do nas. Nasi terapeuci czekają na to, żeby Ci pomóc. 


12 stycznia 2021

Czy fizjoterapia przy zmianach zwyrodnieniowych kolana ma sens?

Zmiany zwyrodnieniowe stawów kolanowych są powszechnym problemem, zwłaszcza wśród ludzi po 60 roku życia. Pomimo tego, że wiemy o tej przypadłości coraz więcej, w środowisku wciąż krąży wiele przestarzałych, nieprawdziwych informacji. Powodują one, że wielu pacjentów wątpi w sens podejmowania leczenia niechirurgicznego. 

Temat bólu związanego ze zmianami zwyrodnieniowymi wciąż przedstawiany jest przez wielu specjalistów w sposób zero-jedynkowy. Ból występuje ze względu na nieodwracalne zmiany strukturalne wywołane zużyciem stawu. Dopóki nie zostanie on naprawiony, dopóty ból będzie trwał. Takie przedstawienie tej przypadłości pacjentowi utwierdza go w przekonaniu, że leczenie zachowawcze – w tym ćwiczenia – nie mają sensu. Co więcej, takie podejście może rodzić obawy, że skoro staw jest “zużyty” to ćwiczenia mogą ten stan nawet pogłębiać. Prowadzi to do jeszcze większego strachu związanego z używaniem bolesnego stawu i pokładaniu nadziei jedynie w leczeniu operacyjnym (lub eksperymentalnych metodach, mających regenerować zajęty staw).

Prawda na temat zmian zwyrodnieniowych i wywoływanych przez nie dolegliwości jest jednak o wiele bardziej złożona. Poziomy bólu i niepełnosprawności nie są często ściśle powiązane ze stopniem zmian strukturalnych, które możemy obserwować w badaniach obrazowych. Na obraz osoby dotkniętej tą przypadłością ma wpływ wiele czynników w tym etap życia, czynniki psychologiczne, społeczne, fizyczne i związane ze stylem życia oraz choroby współistniejące. Nasze osobiste przekonania na temat tego, co dzieje się z naszym ciałem, sposoby radzenia sobie z bólem i poziom sprawności, na który sami pracujemy może mieć większe znaczenie, niż obraz RTG. Badania pokazują, że zaangażowanie się w niechirurgiczne sposoby leczenia, takie jak regularne ćwiczenia, redukcja wagi i zmiany stylu życia, mogą opóźnić lub nawet pozwolić uniknąć konieczności operacji u większości pacjentów z umiarkowaną do ciężkiej chorobą zwyrodnieniową stawu kolanowego. Do pełnego zaangażowania potrzebna jest jednak wiara w to, że działania te mają sens. 

Obawy związane z tym, że aktywność fizyczna może przyczynić się do pogłębienia zmian zwyrodnieniowych i zwiększenia bólu nie mają pokrycia w wynikach badań. Osoby, które zaangażowały się w funkcjonalne usprawnianie z użyciem ćwiczeń nie doświadczyły pogłębienia swoich problemów – wręcz przeciwnie. Wiemy, że jest to skuteczne narzędzie do kontrolowania objawów przy tym problemie. Co więcej, mamy nawet dowody na to, że odpowiednie ćwiczenia dają lepsze efekty, niż dostawowe zastrzyki z glukokortykoidów! W przeciwieństwie do nich są praktycznie pozbawione skutków ubocznych – najgorsze co może się stać, to że staniesz się silniejszy i sprawniejszy. Chociaż ćwiczenia wydają się o wiele mniej atrakcyjne, to wszystko wskazuje na to, że są o wiele lepszym wyborem, niż zastrzyki dostawowe i powinny być wykonywane przez wszystkich chorych.

Czy fizjoterapia przy zmianach zwyrodnieniowych kolana ma sens? Oczywiście! Pamiętaj – jesteś czymś więcej, niż wynikiem badania obrazowego i diagnozą lekarską. Zanim zdecydujesz się na interwencję chirurgiczną, daj sobie szansę i zobacz jak daleko możesz zajść bez niej. Mamy naprawdę silne dowody na to, że ma to sens! 

Jeśli szukasz dobrego fizjoterapeuty na terenie Poznania i okolic, to jesteśmy tu dla Ciebie, aby Ci pomóc. Umów wizytę online lub zadzwoń. 

Bibliografia: 

  1. S. Bunzli i wsp., Misconceptions and the Acceptance of Evidence-based Nonsurgical Interventions for Knee Osteoarthritis. A Qualitative Study, Clin Orthop Relat Res. 2019 Sep; 477(9): 1975–1983,
  2. JP Caneiro i wsp., Three steps to changing the narrative about knee osteoarthritis care: a call to action, Br J Sports Med . 2020 Mar;54(5):256-258,
  3. Gail D. Deyle i wsp., Physical Therapy versus Glucocorticoid Injection for Osteoarthritis of the Knee, April 9, 2020 N Engl J Med 2020; 382:1420-1429,
  4. Prakash Jayabalan i wsp., Physical Activity and Worsening of Radiographic Findings in Persons With or at Higher Risk of Knee Osteoarthritis, Arthritis Care & Reaserch, Volume71, Issue2 February 2019 Pages 198-206

27 października 2020

Stymulacja oddechowa wg Stymulacji Bazalnej

Przekazujemy Wam dziś praktyczne wskazówki dla rodziców, opiekunów i terapeutów osób z zaburzoną percepcją: głęboko i wielorako niepełnosprawnych, po ciężkich uszkodzeniach mózgu, z demencją, w tzw. „śpiączkach”. Nasi chorzy mają zaburzony rytm biologiczny, a to właśnie on warunkuje „świadomość istnienia”. Rytm biologiczny związany jest przede wszystkim z oddechem dziecka. Świadomość tego, że oddycham, daje mi informację, że żyję i odczuwam. A właśnie osiągnięcie takiego poczucia jest celem terapeutycznym. 

W czasie wydechu jesteśmy bardziej wrażliwi na własne ciało – na jego funkcje, na blokady w nim występujące. W czasie wdechu następuje coś na kształt reaktywacji organizmu. Jednakże nasi chorzy oddychają często szybko, płytko i nieregularnie. Rytm oddechu poprawi się, jeśli zastosujemy intensywną stymulację percepcji własnego ciała. Szczególny nacisk powinniśmy położyć na fazę wydechu, wydłużając ją – wydech powinien trwać  dwa razy dłużej niż wdech. Przerwy między wdechem a wydechem powinny być jednakowe. 

Pozycja wyjściowa powinna wspomóc głębokie oddychanie. Może to być leżenie na plecach, na brzuchu (np. na wałku lub macie) lub na boku. Należy spróbować różnych pozycji ułożeniowych aby znaleźć odpowiednią. Następnie należy położyć ręce na żebra i skoncentrować się, wczuwając w rytm dziecka. Podczas fazy wydechu należy delikatnie naciskać żebra lub wprowadzić lekką wibrację rękoma. Czasem można zastosować mocniejszy docisk lub wibrację, która spowoduje wydawanie dźwięku, co może być pomocne przy nauce mówienia. Co ciekawe, warto zauważyć, że nasz rytm oddechu dostosuje się do rytmu chorego. Dzięki temu możemy moderować rytm oddechu chorego, tak aby był on bardziej regularny. 

W czasie stymulacji należy obserwować, czy wdech staje się głębszy (zobaczymy to, wyczujemy i usłyszymy) oraz jak reaguje nasz chory. Pamiętajmy, że nie powinien doznawać bólu ani uczucia dyskomfortu. Na początku stymulację należy prowadzić delikatnie i  tylko kilka minut. Pamiętajmy, że nie możemy narzucać choremu rytmu, naszą rolą jest tylko wspomaganie. Poprawienie oddechu sprawia, że nasz chory staje się żywszy oraz bardziej czujny wobec tego, co się dzieje w jego ciele. ”Przeżywanie” własnego ciała jest przeżywaniem siebie – a więc początkiem aktywnej percepcji.

Rysunki i opracowanie według: A. Frohlich. Stymulacja Bazalna. 


13 października 2020

Dlaczego skala Glasgow może być nierzetelna

Skala Glasgow to tzw. skala śpiączki. Jest ona powszechnie używana w ocenie stanu świadomości pacjenta w tzw. śpiączce, czyli głębokim zaburzeniu świadomości i przytomności, objawiającym się brakiem reakcji nawet na silne bodźce oraz uogólnionym bezruchem . Jest jedną z pierwszych skal behawioralnych i wciąż używa się jej jako narzędzie diagnostyczne w wielu krajach (często jako jedyne).

Glasgow Coma Scale w praktyce ZRM | Ratunek24.pl
Sposób przyznawania punktów w skali Glasgow.

Na podstawie skali Glasgow zaburzenia przytomności najczęściej dzieli się na:

  • GCS 13-15 – łagodne,
  • GCS 9-12 – umiarkowane,
  • GCS 6-8 – brak przytomności,
  • GCS 5 – odkorowanie,
  • GCS 4 – odmóżdżenie,
  • GCS 3 – śmierć mózgu.

Skala ta nie uwzględnia jednak niektórych szczególnych sytuacji, w których np:

  • chory rozumie polecenie, ale nie może się poruszać z powodu porażenia lub niedowładu,
  • chory nie wykonuje polecenia na skutek niezrozumienia mowy (niedosłuch, afazja),
  • chory jest zaintubowany i nie jest w stanie udzielić odpowiedzi słownej.

Skala ta może być więc zbyt ogólna, nie uwzględniając na przykład odruchów z pnia mózgu. Jest również bardzo subiektywna – wynik skali zależy od badającego. Ma też duży odsetek błędnych punktacji.

Pacjenci, którzy są diagnozowani tylko za pomocą skali Glasgow często mają postawioną błędną diagnozę. Skala z pewnością nie posłuży do rozpoznania stanu wegetatywnego czy stanu minimalnej świadomości. 

Mimo swoich ograniczeń, skala ta ma wiele zalet – jest bardzo funkcjonalna i prosta, dlatego może być używana w powszechnej praktyce klinicznej. 

Skala Glasgow nigdy nie powinna być używana jako jedyne narzędzie, zresztą sama w sobie nie została stworzona jako narzędzie prognostyczne, ale poglądowe. W sytuacji, kiedy nie można danego obszaru ocenić, nie powinno zakładać się minimalnej punktacji. Każdy obszar natomiast powinien być traktowany osobno. 

Na szczęście, skala doczekała się wielu modyfikacji i ulepszeń. 


30 września 2020

Terapia wymuszonego ruchu

Z angielskiego constraint induced movement therapy, czyli terapia wymuszonego ruchu.


Stosuje się ją najczęściej dla pacjentów po udarze, ale można wykorzystać też u innych chorych z niedowładem ręki, którzy chcą poprawić jej mobilność i funkcjonalność.

Pacjent, który ma niedowład lub porażenie jednostronne, zaprzestaje używania niedowładnej ręki. Osoba próbuje uaktywnić stronę niedowładną, ale często bezskutecznie. To zaniechanie używania staje się przyzwyczajeniem, a porażona ręka coraz mniej użyteczna. Chory uczy się skutecznego używania strony zdrowej i przestaje dążyć do posługiwania się ręką niedowładną.


W celu przywrócenia używania ręki porażonej unieruchamia się rękę zdrową codziennie, na min. 6h, przez co najmniej 2 tygodnie. Warto rozpocząć od postawienia sobie realnego, funkcjonalnego celu, np. posługiwania się sztućcami czy pisania na klawiaturze. Dane czynności rozkłada się na etapy ruchu, ćwiczy się każdy etap osobno, a potem łączy w jeden spójny ruch. Kiedy 5 serii po 10 ćwiczeń zostaje wykonane prawidłowo, wprowadza się utrudnienie. Warto zastosować
punktację i mierzenie czasu, tak aby chory mógł monitorować swoje postępy. Terapeuta powinien
oceniać progres w poprawie funkcji motorycznej, można zastosować np. skalę Motor Activity Log.


Do unieruchomienia zdrowej kończyn, zalecało się kiedyś używanie temblaka, obecnie poleca się zastosowanie rękawicy kuchennej bez palców.


Polecenia w trakcie terapii powinny być proste, mogą być niewerbalne np. podanie ręki na przywitanie zamiast polecenia słownego. Do ćwiczeń powinno używać się sprzętów znanych choremu, które kojarzą
mu się z jego pracą lub pasją. Osoba powinna być maksymalnie skoncentrowana na ćwiczeniach.

.

Na podstawie: Hoffman J. i in. Rehabilitacja kończyny górnej po udarze mózgu.


17 września 2020